Skip to content

Świadectwa

„Kiedy miałem 17 lat zrozumiałem, że modlitwa nie jest zwykłym gadaniem do siebie samego tylko jest to rozmowa z Bogiem…”

W młodych latach gdy zaczynałem „ kopać” na podwórku w piłkę, nie przywiązywałem dużej uwagi do Boga, nie modliłem się… ale im dalej w las tym bardziej uświadamiało mi życie, że modlitwa jest mi w życiu potrzebna.
W gimnazjum zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że modlitwa mi pomaga. Nie było to dla mnie jakieś mega ważne, aczkolwiek odmawiałem modlitwę parę razy w tygodniu. Kiedy miałem 17 lat zrozumiałem, że modlitwa nie jest zwykłym gadaniem do siebie samego tylko jest to rozmowa z Bogiem o swoich problemach, sukcesach lub porażkach. Modlitwa pomaga mi w codziennej pracy, pomaga mi w osiąganiu rzeczy „wielkich”, które dzięki niej stają się prostsze. Ona mi w tym pomaga….
Modlę się codzienne… dzień w dzień przed snem. Proszę, przepraszam , dziękuję… Modlę się także przed każdym meczem gdy wchodzę do szatni oraz gdy wychodzę na boisko ponieważ czuję wewnętrzna potrzebę modlenia się, czuje się z tym lepiej. Chcę poprzez nią ofiarować to wszystko co robię Bogu.
Uważam, że modlitwa jest dla mnie bardzo ważna i dużo pomaga mi w życiu!
Patryk Klimala – obecnie jest zawodnikiem Jagiellonii Białystok, wystąpił w trzech meczach Ekstraklasy.  Jest również zawodnikiem Reprezentacji Polski U-19, gra na pozycji napastnika.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      ***********************************************************************************************************

                                                                                                                                                                „W Piłce Nożnej doświadczam Boga codziennie…”

W Piłce Nożnej doświadczam Boga codziennie , na każdym treningu oraz meczu. Przed każdym meczem modlę się o zdrowie oraz siły. W trakcie wychodzenia na murawę robię znak krzyża ponieważ to daje mi pewność siebie , czuje ze jestem bezpieczny podczas meczu i Pan Bóg mnie ochroni przed kontuzjami. Mimo częstych problemów z kostka wierze, że Pan Jezus ma taki plan i poprzez te problemy będę silniejszy nie teraz lecz później, i będę mógł sobie radzić z lekkimi bólami.
Napisane przeze mnie rzeczy pokazują jak się identyfikuje oraz to jak doświadczam Pana Boga w Piłce nożnej.
Patryk Czarnowski , gra w rezerwach Legii Warszawa na pozycji Napastnika.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               **********************************************************************************************************

„Boże wariactwo zaczęło się w momencie, gdy lepiej poznałem dwóch Bożych wariatów…”

W moim życiu relacja z Bogiem nie zawsze wyglądała tak, jak wyglądać powinna. Był taki okres, że tej relacji po prostu w ogóle nie było. Czas mojego powrotu do Boga zgrał się z czasem, gdy akurat na serio zainteresowałem się piłką nożną, wszedłem w piłkarski świat. Mniej więcej w połowie liceum zaangażowałem się w działalność III-ligowej Juventy Starachowice, gdzie stawiałem pierwsze kroki w dziedzinie mediów. Przygodę z Juventą kończyłem w 2012 roku będąc kierownikiem drużyny seniorów.

Przychodząc na studia do Warszawy, znalazłem swoje miejsce w Legii. Najpierw w roli kamerzysty w Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa, następnie jako fotograf, odpowiedzialny za video i redaktor akademia.legia.com. To właśnie tutaj spotkałem osoby, które dały mi impuls do wejścia „na serio” w relację z Bogiem.

Pierwsze kroki ku temu dokonałem już jak wspomniałem w liceum – pierwsza po długiej przerwie dobra spowiedź, rozpoczęcie walki o życie zgodne z Ewangelią, nauczaniem Kościoła. Absolutne podstawy, powolne prostowanie pokrzywionego sumienia, bardzo trudne momentami okresy. Samodzielna praca nad sobą, która przynosiła efekty, jednak w pojedynkę naprawdę ciężka. Dodatkowo wraz z upływem czasu narastał niedosyt – próby sprowadzenia relacji z Bogiem do wypełnienia paru paragrafów, wybranych co ważniejszych wycinków Ewangelii nie zdawały się być tym, o co powinno chodzić.

Przychodząc do Warszawy postanowiłem pochodzić do duszpasterstwach akademickich, zobaczyć jak w ogóle wyglądają wspólnoty, z którymi wcześniej jako niezaangażowany w życie Kościoła w ogóle nie miałem do czynienia. Z doskoku pojawiałem się na spotkaniach jednego z większych warszawskich duszpasterstw, jednak nie potrafiłem wejść na poważnie we wspólnotę. W moim sercu też nie działy się większe zmiany – bez większego wchodzenia w bagno, ale też bez rzeczywistej przemiany. Przeważnie katolicka poprawność niedzielna – raz w tygodniu do kościoła, co jakiś czas paciorek, okresowo spowiedź, przed świętami w przypływie szaleństwa rekolekcje. I tyle.

Boże wariactwo zaczęło się w momencie, gdy lepiej poznałem dwóch Bożych wariatów – grających wtedy w drużynach młodzieżowych Legii Wiktora Lasotę i Wojtka Jaroszko. Zanim ich poznałem, coraz bardziej wydawało mi się, że tak naprawdę w życiu nie ma większego miejsca na Boga. Coraz bardziej wchodziłem w świat, w którym liczyło się przede wszystkich ustawienie się w życiu, znalezienie dobrej pracy, sprawne przebrnięcie przez studia, szybkie zarobienie sporych pieniędzy. A dla Boga wystarczy zostawić niedzielną mszę w odpowiadającym mi kościele i przestrzegać co ważniejszych paragrafów, byle nie pozwolić namącić religii w życiu. Tych dwóch gości zaczęło mi powoli burzyć niektóre schematy i dawać impuls do działania.

Nie bardzo mogłem zrozumieć, jak piłkarze, którzy realizują swoje marzenia o rozwoju sportowym, graniu w Legii (co według „świata” powinno dać im zaspokojenie), mają tyle zapału do walki o relację z Bogiem. Dlaczego chce im się jeździć na rekolekcje, szukać spotkań wspólnot akademickich, mimo że byli dopiero w liceum. Na dodatek nikt ich do tego nie przymuszał, co więcej, z tego co widziałem nie łatwo było im to wcisnąć między naukę, treningi. Pomyślałem, że jeśli oni tak o to walczą, to coś naprawdę musi w tym być. A skoro jeden napędzał drugiego do takiej aktywności, to i w takiej wspólnocie też naprawdę musi być coś Bożego.

Właśnie Wojtek zaproponował mi zupełnie niespodziewanie pójście na Roraty do kościoła akademickiego Św. Anny. Była już końcówka Adwentu, ja w życiu na Roratach nie byłem, a na dobitkę podobno po mszy były konkretne, darmowe śniadania. Wojtek mówił, że sam to się trochę krępuje iść na śniadanie do studentów, a ja stwierdziłem, że jak tak, to mogę w sumie się przejść. Jednorazowo nie zaszkodzi, a przynajmniej nie powinno. Poszedłem raz, poszedłem od razu drugi. Za drugim razem dopadła nas dwójka lektorów, którzy zaprosili nas do służenia przy ołtarzu. Ot tak, po prostu, nie dając się jeszcze zbyć moim zgodnym z prawdą stwierdzeniem, że w życiu ze służbą liturgiczną nie miałem nic wspólnego. Sytuacją byłem tak oszołomiony i z taką niewytłumaczalną Bożą chęcią do działania, że kolejnym razem byłem już na mszy w albie przy ołtarzu.

Od tamtej mszy w grudniu 2014 roku już praktycznie za każdym razem na mszach w Św. Annie pojawiałem się służąc przy ołtarzu. Na serio wszedłem we wspólnotę, najpierw trochę Lektorów, trochę Oazy, potem już twardo zdecydowałem się na tą pierwszą. Od tego roku akademickiego jestem odpowiedzialnym za wspólnotę Lektorów naszego Duszpasterstwa Akademickiego. Te dwa lata naprawdę wywróciły w pozytywnym sensie mój świat. Zmieniły i wciąż zmieniają moją wiarę, sumienie, religijność, relację z Bogiem. Dostałem od Pana bardzo dużo łask, całkowicie za darmo, o wiele z nich nawet nie prosząc. W klubach sportowych nauczyłem się, że pasję czerpaną z boiska, z gry, można przenosić na działalność organizacyjną, w mediach, na pokazywanie piękna sportu przez fotografię. Pan Bóg pokazał mi, że całkiem podobną, ale jeszcze pełniejszą pasję można czerpać z relacji z Nim i przekładać ją na działanie dla miłości Jego i bliźnich. A on naprawdę jeśli w tym zabiera coś doczesnego, to tylko po to, by dać o wiele więcej, w sposób jakiego można w tym momencie jeszcze nie rozumieć.
Marcin Słoka – fotograf sportowy, dziennikarz sportowy, członek Redakcji Legia.Net. Wcześniej działacz Juventy Starachowice (odpowiedzialny za media klubowe, kierownik III-ligowej drużyny seniorów), redaktor akademia.legia.com. Studiuje informatykę na Politechnice Warszawskiej.

 

 

 

 

 

*****************************************************************************************************************************************************************

“…nie raz i nie dwa Bóg mi pomógł, i mogłem na Niego liczyć.”

 Jako zawodnik tak dużego klubu jakim jest Legia Warszawa, i jako zawodnik wierzący, chciałbym przekonać innych swoimi wartościami i doświadczeniami, w których nie raz i nie dwa Bóg mi pomógł, i mogłem na Niego liczyć.
Przede wszystkim jeżeli chodzi o zdrowie, bo grając już 12 lat w piłkę miałem dwa razy taką sytuacje kiedy niewytłumaczalnie dana kontuzja mnie ominęła i wyszedłem z tego cały, i zdrowy. Ten sport wymaga wielu poświęceń, ale mimo różnych przeciwności losu zawsze mogłem liczyć na Niego.
Zachęcam wszystkich zawodników jak i kibiców, osoby wierzące oraz tych, którzy wahają się, o zaufanie Bogu i przekonanie się, że On działa w naszym życiu. Czasami do pewnych rzeczy, nie tylko w kwestiach wiary, ale i w życiu codziennym, blokuje nas głowa, w osiągnięciu szczytów możliwości jakie w sobie mamy. Myślę, że tak samo jest z wiarą czasem nas przerasta to wszystko i zastanawiamy się czy to naprawdę tak jest, bo przecież to nie wytłumaczalne, ale na tym polega wiara, uczyć się przełamywania swoich barier, które nas blokują w zaufaniu Jemu.
Bóg o nas nie zapomina może jak czasem nie daje nam od razu odpowiedzi lub pomocy, to ma w tym dłuższy zamiar, ale trzeba być we wszystkim cierpliwym, nawet po różnych porażkach trzeba nadal ufać Jemu i wierzyć, że On ma dla nas plan. Wtedy na pewno to będzie docenione, a te starania i cierpliwość jakie wkładamy będą niczym przy nagrodzie jaką dostaniemy zachowając swoją wierność Bogu.
Pozdrawiam.

Mateusz Szwed – obecnie jest zawodnikiem Legii Warszawa oraz Reprezentacji Polski         U -17. Na boisku występuje na pozycji Napastnika oraz Skrzydłowego.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              ************************************************************************************************************************************

 „Pan Bóg w moim życiu jest jak najlepszy przyjaciel.”

Pan Bóg w moim życiu jest jak najlepszy przyjaciel. Kiedy jest mi trudno, dodaje mi siły by wytrwać. Kiedy coś nie udaje mi się na boisku albo w życiu, podpowiada mi, abym się nie poddawał, bo za każdym dołkiem jest góra. Wiem, że co by się nie działo jest przy mnie, dzięki Niemu nie martwię się, ponieważ, wiem że taka jest Jego wola.

Za każdym razem gdy przed meczem wychodzę na murawę robię znak krzyża i modlę się o to by ten mecz był najlepszy w moim życiu. Z wiary czerpię wartości, dzięki którym wiem, że to co robię jest słuszne. Na koniec dnia zawsze dziękuję Mu za wszystko co się tego dnia wydarzyło i proszę aby następny dzień był jeszcze lepszy.

 
Michał Król – Jest zawodnikiem Legii Warszawa U-17 i Reprezentacji Polski U-17. Na boisku występuje na pozycji prawego obrońcy.

 

 

 

 

 

 

*****************************************************************************************************************************************************************

“…zanim wyjdziemy na boisko wszyscy wspólnie odmawiamy modlitwę: Ojcze nasz!”

 Odkąd tylko pamiętam Bóg jest obecny w moim życiu. Rodzice, którzy wychowywali mnie w wierze katolickiej od małego zabierali mnie do Kościoła na Mszę świętą. Jako mały chłopiec nigdy nie miałem problemu z zebraniem się do kościoła. Mogę nawet powiedzieć, że było odwrotnie, bardzo chętnie wstawałem i chodziłem codziennie rano na roraty, czy Drogę Krzyżową. Pamiętam nawet, że kiedyś, chyba w podstawówce zdecydowałem się wstąpić do chórku roratniego pomimo tego, że kompletnie nie potrafię śpiewać.
Przygodę z piłka zacząłem gdy szedłem do pierwszej klasy podstawówki, ale odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie na boisko. Zacząłem trenować w miejscowej szkółce piłkarskiej MOSiR Jastrzębie. Na początku traktowałem to jako dobrą zabawę, ale z czasem zacząłem podchodzić do tematu piłki nożnej poważniej. Bóg towarzyszy mi od początku tej przygody. Zawsze podczas wieczornej modlitwy przed meczem prosiłem o dobry mecz i brak kontuzji, a po meczu dziękowałem. Zdarzało się, ze podczas niepowodzenia, z gorąca głową obwiniałem innych, ze przegraliśmy przez ich błędy, a nawet wyskakiwałem z pretensjami do Pana Boga, dlaczego mi się udało, czemu nie pomógł mi wygrać meczu. Oczywiście gdy ochłonąłem po meczu i uspokoiłem się poprawiałem swoje zachowanie i starałem się pomyśleć co ja zrobiłem źle i nie obwiniać innych.
W pewnym momencie nadszedł kryzys mojej wiary. Zacząłem się zastanawiać czy w ogóle Bóg jest mi potrzebny. Nie chciało mi się poświecić czasu na modlitwę, nawet nie miałem ochoty pójść w niedziele na mszę. Chodziłem do kościoła, żeby nie sprawić przykrości rodzicom, a nie dlatego, że chciałem tam iść. Podczas, gdy niektórzy moi rówieśnicy biegali po dworze, bądź grali na komputerze ja musiałem iść na msze. Uważałem, że to strata czasu. Pewnego razu siostra zabrała mnie na zabawę taneczną organizowaną przez grupę Ruch Światło-Życie działającą przy naszej parafii. Następnie zabrała mnie na spotkanie, gdzie zacząłem przychodzić co tydzień. Myślę, że to właśnie dzięki tym spotkaniom udało mi się wyjść z „dołku” i odnowić moją relację z Bogiem.
Przestałem chodzić na Oazę po tym jak przeprowadziłem się do Warszawy, gdy dostałem propozycje grania dla Legii Warszawa. Trafiłem do bursy prowadzonej przez salezjanów. Mój wychowawca szybko znalazł mi zajęcie, zostałem ministrantem. W Warszawie spędziłem rok i myślę, że pobyt u salezjanów pogłębił moją wiarę. Obecnie, gram w Górniku Zabrze. Staram się utrzymywać jak najlepszą relację z Panem Bogiem. Bardzo podoba mi się to, że w szatni przed meczem wraz z trenerami i całym sztabem zanim wyjdziemy na boisko wszyscy wspólnie odmawiamy modlitwę: „Ojcze nasz”. W mojej przygodzie z piłką tak samo jak i w mojej wierze nadal zdarzają się słabsze momenty, ale raczej są to pojedyncze incydenty i szybko wracam na dobrą drogę.

   Konrad Hasior – obecnie gra w Górniku Zabrze na pozycji napastnika.

 *************************************************************************************************************************************************************

Wielokrotnie pytałem się Boga czy piłka to jest to?

 5:50 pobudka, 6:15 wyjście – tak by zdążyć na autobus. 7 śniadanie w klubie i 8 trening. Rozciąganie, szybki prysznic i podróż do szkoły o 10:30. Zajęcia do około 15-16. Plus dwa razy w tygodniu drugi trening zaraz po szkole. Powrót do internatu nie wcześniej niż o 7 wieczorem. Na koniec praca domowa i do spania. Tak dzień w dzień, przez 3 lata Liceum.
Początki piłkarskie nie są łatwe, nieustanny wysiłek zarówno na boisku jak i w szkole powoduje że sprawy duchowe często schodzą na dalszy plan.
Przyszedłem do Legii mając 15 lat. Pierwszy rok był trudny: nowe środowisko, nowi koledzy, tęsknota za domem i śmierć ukochanej babci. Dodatkowo 3 miesięczna kontuzja barku i złamany palec. Jednak mimo wszystko miałem dużo „szczęścia”.
Zaraz po przeprowadzce do Warszawy, poznałem Opus Dei, założone przez św. Josemarie, które bardzo pomogło mi znaleźć Boga w moim życiu codziennym i nadać mojej pracy głębsze znaczenie. Opus Dei pomogło mi dojrzeć, dostrzec co to znaczy być mężczyzna, i traktować trening jako modlitwę, jako coś co mogę ofiarować Panu Bogu każdego dnia.
W drugim roku liceum, razem z kilkunastoma kolegami z drużyny, trafiłem do Bursy Salezjańskiej. Na Wiślanej, mieliśmy codzienne modlitwy wieczorne w kaplicy, Msze Święte i mieszkaliśmy pod jednym dachem z księżmi. W takich warunkach , gdzie Pan Bóg dosłownie czekał na mnie za ściana, nie raz doświadczyłem jego działania.
Pierwszym widocznym darem od Boga w bursie był mój najlepszy przyjaciel. Wojtek był bramkarzem tak jak ja, może dlatego też przez pierwszy rok było widać pewien dystans między nam. Szanowaliśmy się ale nie byliśmy blisko. Gdy razem trafiliśmy do Bursy Salezjańskiej i zostaliśmy przydzieleni do jednego pokoju razem z dwoma innym kolegami, wszystko się zmieniło. Ciężko wskazać konkretny moment, gdyż stało się to bardzo naturalnie, zaczęliśmy modlić się razem w kaplicy, chodzić na Msze i służyć jako lektorzy w kościele św. Anny. Nie wiem jak to się stało… Jednak dzięki temu wiem co to znaczy prawdziwa przyjaźń – oparta na wierze i braterskiej miłości.
W bursie mieszkało wielu zawodników z gimnazjum. Dla większości z nich, piłka była całym życiem, a Legia spełnionym marzeniem. Wierząc, że osiągnęli już „coś” nie zdawali sobie sprawy jak to złudne może być przeświadczenie. Każdego roku Legia „dziękowała” kilku zawodnikom z każdej drużyny, tak by wyselekcjonować najlepsze jednostki. Jeśli nie klub, to często zdrowie(jego brak), wykluczało wielu zawodników. Rozmawiając z młodszymi zawodnikami starałem się przekazać jak ważne jest to by budowali wszystko – piłkę, sprawy rodzinne itd. – na wierze. Bo gdyby coś się stało, nie tak jak sobie zaplanowali to nie uciekną w alkohol czy zabawę, tylko przyjmą to co Bóg w danej chwili im powierza.
Niesamowite było modlić się razem z nimi czy widzieć niektórych z nich idących do spowiedzi od czasu ich pierwszej komunii. Bycie blisko chłopaków z bursy dawało mi sens misji, którą Bóg mi powierzył, jednak z sama piłką było rożnie…
Wielokrotnie pytałem się Boga czy piłka to jest to? Czy On chce bym został piłkarzem? Analizując wszystko po kolei, znaki czasu i jak moja kariera przebiegała, wszystko na to wskazywało. Jednak ciągle miałem wątpliwości: Dlaczego posyła mnie akurat do piłki, a konkretniej do środowiska gdzie w szatni istnieją głównie 3 tematy: dziewczyny, imprezy i zaległa wypłata? Często przychodziłem do klubu i pytałem się samego siebie: Co ja tu robię? Pewnego razu Bóg postanowił zadziałać, tak że oprócz tych 3 tematów znikąd pojawił się temat Boga. Toczyły się długie konwersacje. Poprzez te rozmowy, Pan otworzył mi oczy na drugiego człowieka, pokazał dobro u każdego z nich, dał mi możliwość poznać ich historie: nie każdy z nich wychował się w Chrześcijańskim domu, nie każdy miał możliwość spotkać Boga.
Uświadomiłem sobie, że Bóg ma dla mnie plan tu i teraz. Skończyłem z narzekaniem, a zaczęłam Mu bardziej ufać.
Odszedłem z Legii zaraz jak skończyłem liceum, kiedy zdobyliśmy Mistrzostwo Polski latem 2015 roku. Gram teraz w Nyack College w stanie Nowy Jork.
Wiktor Lasota, obecnie jest bramkarzem w Nyack College w stanie Nowy Jork.

Primary Sidebar